Treningu brak. Nogi odpoczywają więc czas pomęczyć mózgownicę.
Krótko i na temat. Moja nowa dewiza: aż się nie rozpadnę. W wolnym tłumaczeniu: aż nie wyparuję :> Dopóki będą siły będę walczył o mój cel. Dzisiaj z racji, że mam dzień odpoczynku po ostatnim treningu (nawet nie przypominającym treningu amatora triathlonisty) poszperałem trochę w sieci i oto rezultaty.
Tylko się utwierdziłem w przekonaniu, że nie jest to łatwa dyscyplina. Nie dla mamisynków. Krew i łzy leją

